I to właśnie robiłam prawie cały poniedziałek. Kiedy jeszcze mieszkałam w bloku, chciałam mieć ogromny plac. Teraz widzę, że są minusy.
W ogóle, jest chyba z milion różnic między mieszkaniem w bloku a we własnym domu. Pamiętam, że hałas po 22.00 to była zbrodnia przeciwko ludzkości, po ulicy wokół bloków jeździły ciągle samochody, więc trzeba było siedzieć na trawie lub placu zabaw. Mieszkałam na parterze i nade mną mieszkała starsza pani. Puszczała sobie telewizję na full i ciągle stukała czymś o podłogę. Raz zatrzasnęła się w kuchni (drzwi do kuchni, ok) i sąsiad przyleciał po mojego tatę, żeby jej pomógł. Mało tam zawału nie dostała, że nigdy już nie wyjdzie...
Pamiętam mnóstwo rzeczy z tamtego okresu. Świetnie pamiętam mojego tatę, prababcię i wujka - zupełnie jakbym widziała się z nimi wczoraj. Przypominam sobie, że wszystkie dzieciaki na manhatanie mnie unikały, nie lubiły mnie. Nie wiem, dlaczego i zapewne nigdy się nie dowiem... Starałam się być miła, a - dziecko jak to dziecko - chciałam się z nimi bawić. Nienawidziłam być sama. W sumie, do dziś tak jest... Samotność mnie dobija. Tata zawsze mi powtarzał, że nie lubią, ponieważ mi zazdroszczą. Czego? Pieniędzy? Straciłam je razem z ojcem. Kiedyś niczego mi nie brakowało, teraz zdarza się, że ledwo wiążemy koniec z końcem. Byłam taka jak oni, ale z jakiegoś powodu mnie nie akceptowali.
Babcia zawsze powtarza mi, że, gdyby tata zył, byłby ze mnie dumny. Nie widzę żadnych powodów do dumy... Co takiego zrobiłam? Ledwo zdałam z chemii? Okej, przyznaję, nie rozumiem NIC z tego przedmiotu.
Czasami brakuję mi ojca. Byłam z nim bardzo związana. Był moim przyjacielem, rozumieliśmy się bez słów. Czemu musiał odejść? I to wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałam? Kiedy miałam kilka lat i mój tata ćwiczył, zawsze powtarzałam, że on się nigdy nie zestarzeje i będziemy tak sobie żyć. Przykre jest, że właśnie tak się stało - nigdy nie będzie stary. Przykre, że odchodzą ludzie najpotrzebniejsi i to w młodym wieku... Tęsknię za nim. Chyba za nim najbardziej.
Jestem pewna, że polubiłby moich idoli, nie to co moja mama. Ona nadaje się tylko do darcia mordy, zawsze tak było. Tata powtarzał, że dawno temu urządliła ją osa i, dlatego jest wredna. Oczywiście, że to nieprawda, ale zawsze mnie to rozśmieszało. Czasem boli mnie serce, że nie mogłam się z nim nawet pożegnać. On nauczył mnie najwięcej. Pewnie jest tu gdzieś, niedaleko. Szkoda, że nie mogę go zobaczyć, przytulić, porozmawiać.
Ale on jest przeszłością, a zawsze kazał mi patrzeć w przyszłość - byle nie za siebie.
Moja przyjaciółka, ma jakiś problem. Nikt nie płaczę bez powodu. Bardzo chciałabym jej pomóc, ale nie rozumiem co się dzieję. Wiecie, mam okropne przeczucie, że to będą nasze ostatnie wspólne wakacje, bo ona znajdzie sobie teraz nowych przyjaciół. Ale ja przyzwyczaiłam się do odstawki i zrozumiem to. W każdym razie, nigdy jej nie zapomnę.
Dzisiaj idziemy z Kaką do Sikory oglądać jakieś filmy. :) Dobra już, zrobię mu reklamę bloga, bo się obrazi, haha. Zapraszam tutaj. A narazie jaram się nowym teledyskiem z Nicki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz